Sąsiadecka legenda i rzeczywistość


Wieczorem tylko odważni zaglądali na „zamczysko”, bo podobno kiedy księżyc zaświeci, Gorgolową miedzą ku wałom tajemnicza „biała pani” chodzi i lepiej jej nie przeszkadzać. Co prawda nikt nigdy jej nie widział, ale czy można było zaprzeczyć wieści, którą cała wieś od lat rozpowszechniała? Lepiej więc było wcale na ten temat nie mówić. Nie zastanawiano się chyba dlatego czy te dziwaczne wzniesienia są dziełem przyrody czy też ludzkich rąk.

Widok na Wały w Sąsiadce (1937rok) – Archiwum Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego

Wieś Sąsiadka nie różniła się nigdy od wielu lubelskich wsi. Te same strzechy, ubogie chaty, odległe położenie od kolei, poczty, miasta, kościoła, brak budynku szkolnego i dróg, bo wszak nie można było nazwać drogą wyżłobiony w gliniastej, lessowej ziemi trakt. Stanowił on jedyne sąsiadeckie okno na świat. Gdy przyszła odwilż lub spadły deszcze wozy grzęzły w lessowym błocie i kałużach wody, a nieliczne samochody, jakie odważyły się wybrać tu ze Szczebrzeszyna, wyciągano potem końmi. Ci, którzy chcieli dostać się do miasta zdejmowali buty i wyruszali w drogę.
Nie ma się co dziwić, że Sąsiadka była wsią do której rzadko zaglądali ludzie z miasta. Tylko czasami przemknął tędy jakiś pieszy turysta zbaczając ze znanych tras turystycznych, prowadzących przez Roztocze Lwowsko-Tomaszowskie, aby odwiedzić zabytkowy kościół i klasztor w Radecznicy. W tej sytuacji pojawienie się samochodu urastało w Sąsiadce do wielkiego wydarzenia.
Nie była to mała wieś. Liczyła 230 gospodarstw i choć większość z nich należała do małorolnych mówiono, że „Rynek” zamieszkują zamożniejsze i bardziej szanowane rodziny, „Zagrody” -biedniacy a „Przymiarki” -względnie zamożni, o których ludzie pamiętają kiedy się pobudowali. Sołtys gromady opiekował się przede wszystkim „Rynkiem”, a pozostałymi „dzielnicami” wsi zajmowali się dwaj jego zastępcy.
W niedzielę kto żyw podążał do kościoła do Mokrego Lipia lub Radecznicy. Od czasu do czasu chłopskie furmanki jechały na targ do Turobina, Szczebrzeszyna czy Zamościa, gdzie można było zrobić większe zakupy, sprzedać przywiezione produkty.
„Mówiło się o Sąsiadce, że to wieś zabita deskami. Nie ma się też co dziwić-snuł swe wspomnienia stary Gorgol – że dawniej mało wiedziało się o naszej wsi, bo to nawet dojechać nie było jak i dojść ciężko. Dopiero archeolodzy, a właściwie jedna taka co odważyła się przyjść do nas i wkrótce z kolegami przystąpiła do pracy. Początkowo nie dowierzaliśmy im, bo kto w Sąsiadce słyszał wtedy o archeologii i badaniach wykopaliskowych…”
Nie żyje już Pan Michał, ale doczekał się chwili,kiedy to mógł zobaczyć i przekonać się, że ziemia jego kryje historie minionych lat.

Doc Zofia Wartołowska na grodzie Sutiejsk 1936r. – Archiwum Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego

Tą która odkryła Sąsiadkę była doc. dr Zofia Wartołowska. Co mogło zdecydować, że Pani Magister zainteresowała się zabitą deskami lubelską wsią?
Podczas zbierania materiałów do pracy magisterskiej pt.„Grodziska wczesnohistoryczne na terenie między Sanem, Wisłą, Narwią i Bugiem” oraz wycieczek terenowych na grodziska w powiatach chełmskim, hrubieszowskim i zamojskim znalazła się w Sąsiadce i zwróciła uwagę na „wały”. Nietrudno było stwierdzić, że gorgolowe pole, gdzie Pan Michał sadził kartofle oraz „zamczysko” to wczesnośredniowieczny gród obronny, interesująco rozplanowany z dobrze zachowanymi wałami.
Te wszystkie czynniki oraz jego sytuacja topograficzna, zabytki znalezione na jego terenie ofiarowane przez Marię Dobrucką, właścicielkę sąsiedniego majątku Sułowiec do Muzeum w Lublinie, zdecydowały o podjęciu na grodzisku w Sąsiadce prac wykopaliskowych przez Zakład Archeologii Przedhistorycznej i Wczesnodziejowej Uniwersytetu Warszawskiego.
Mgr Wartołowska rozpoczęła prace wykopaliskowe na grodzisku pod kierunkiem prof. dra Włodzimierza Antoniewicza. Wtedy też zawiązała się pomiędzy archeologami i rodziną Michała Gorgola znajomość, która wkrótce zamieniła się w serdeczną przyjaźń. Mieszkanie Gorgolów stało się bazą naukową sąsiadeckie ekspedycji. Wkrótce za Gorgolami poszli i inni goszcząc chętnie studentów i studentki z Warszawy, a ponieważ z roku na rok do Sąsiadki przybywało coraz więcej ludzi „uczonych” pożytek był wspólny.
Zofia Wartołowska służyła radą i pomocą całej niemal wsi. Była więc, gdy zaszła potrzeba lekarzem, rozstrzygała spory rodzinne, pomagała młodym w nauce, uczestniczyła w rodzinnych uroczystościach-chrzcinach, ślubach a nawet w pogrzebach.
Początkowa nieufność zmieniła się w prawdziwą przyjaźń, bo jak tu nie polubić ludzi, którzy pomagali im w troskach a nawet w pracy na polu, byli grzeczni i taktowni, zapewniali robotę o którą nie było przecież łatwo. Średnio 25 pracowników fizycznych każdego lata pracowało na grodzisku, bo taka nazwa zgodna z rzeczywistością przyjęła się w końcu we wsi. Ci, dla których zabrakło „etatów” z zazdrością spoglądali na tych szczęśliwych, którzy mogli współuczestniczyć w odkrywaniu historii tej ziemi.
Przez średnio 5 tygodni w roku w latach 1936-39 prowadzono w Sąsiadce prace wykopaliskowe, przerwała je wojna.

Transport materiałów archeologicznych z grodziska Sutiejsk w 1955r. – Archiwum Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego

Podczas gdy materiały archeologiczne uzyskane z wykopalisk spoczywały w skrzyniach w piwnicach Pałacu Staszica w Warszawie, a potem w Muzeum Narodowym, gdzie włączono je do zbiorów Państwowego Muzeum Archeologicznego-mieszkańcy Sąsiadki tak jak innych lubelskich wsi stanęli do walki z okupantem. Wielu oddało swe życie. Bogata w wydarzenia jest historia tej ziemi w latach II wojny światowej.
1 maja 1944r. niemieccy żandarmi chcieli aresztować w pobliskim Mokrym Lipiu rodzinę Tomasza Madeja (ps.”Głaz”). U Madejów żandarmi dokonali rabunku różnych rzeczy. Powracając wpadli w zasadzkę urządzoną w Sąsiadce przez Oddział Samodzielny BCh pod dowództwem Aleksandra Sobonia (ps.”Wicher”). Strzały partyzantów padły z grodziska, gdzie za wałami leżeli ukryci żołnierze BCh. Trzech żandarmów zostało zabitych, dwóch wzięto do niewoli.
Nawet w tych ciężkich chwilach często wspominano miłych gości z Warszawy. I gdy w wigilijny wieczór Pan Michał dzieląc się z rodziną opłatkiem składał wszystkim domownikom życzenia wszelkiej pomyślności, rychłego doczekania wolności, myśli Jego biegły także do Warszawy, gdzie rodzina Wartołowskich wspominała gościnną i życzliwą Sąsiadkę. Serdeczne życzenia płynęły także spod strzech Hanaków, Wyłupków, Wybrańców i innych gospodarzy.
W 1946r. Zakład Archeologii Przedhistorycznej i Wczesnodziejowej UW podjął dalsze systematyczne badania grodziska w Sąsiadce.
Metr po metrze badali archeologowie sąsiadeckie grodzisko. Każdy dzień przynosił nowe , niezwykle ciekawe wyniki,które pozwoliły w oparciu o źródła pisane , historię stosunków polsko-ruskich odtworzyć historię grodu,ustalić jego rozplanowanie,funkcję, ukazać jak żyli jego mieszkańcy.
    Wyodrębnione zostały trzy części grodu-wewnętrzna otoczona wałem tzw. gródek o średnicy ok. 20m- siedziba księcia, część druga- podgrodzie o powierzchni 16.000 m2, gdzie koncentrowało się życie gospodarcze. Część trzecią tworzyło tzw. międzywale, które oprócz obrony przejścia przez półwysep, u nasady którego wzniesiono gród w celu obrony szlaku handlowego i przeprawy przez rzekę, spełniało również zadanie osłaniania dojścia do grodu.
  Na terenie gródka wokół książęcego dziedzińca znajdował się dom, zapewne rezydencja księcia feudała, budynek gospodarczy, kuchnia, dwie jamy magazynowe, w których przechowywano żywność i studnia. Wały otaczające gródek okazały się fortyfikacją o tzw. konstrukcji izbicowej. Tak więc okazało się, że nie można lekceważyć wiejskiej tradycji. Gród od podgrodzia oddzielony był wałem i fosą. Na podgrodziu ludzie mieszkali w półziemiankowych domostwach (4,20 x4,80m) wewnątrz których znajdował się często gliniany piec kopułkowy wypalany w glinie. Pożywienie i zboże  przechowywano w „spiżarniach”- jamach zasobowych, które drążono w lessie i wypalano dla osuszenia. Na podgrodziu rozwijał się handel, kupcy podążający z Zachodu na Ruś i z Rusi na Zachód zatrzymywali się w Sutiejsku i tu dokonywali transakcji o czym świadczą  m.in. znalezione na podgrodziu przedmioty pochodzenia ruskiego jak np. ruskie pisanki.
   Ludność zajmowała się rolnictwem, rybołówstwem, myślistwem, rzemiosłem, wskazują na to takie zabytki: radlica żelazna, haczyki na ryby, noże do uboju i garbowania, okucia do wiader i skrzyń, ostrogi, topory, sprzączki do pasa, żelazne ostrza do oszczepów, strzemię żelazne, oścień żelazny, ciosło, wąs rogowy do wędzidła, naczynia gliniane, łyżwy z kości, kości zwierząt itp.
W jednej z chat znaleziono tygielek gliniany do wypalania metalu, młoteczek „jubilerski” oraz formy odlewnicze co oznacza, że rozwijało się tu także rzemiosło jubilerskie.
W wyniku prac wykopaliskowych w oparciu o dane historyczne udało się ustalić chronologię trzech faz fortyfikacji grodu, które pochodziły z XI – XII wieku.
Dzieje Polski w najwcześniejszych fazach rozwoju jej państwowości posiadają jeszcze sporo białych kart, które niełatwo jest zapełnić historykom. Po prostu skąpe wiadomości zawarte w kronikach i źródłach pisanych nie pozwalają poznać historii i dynamiki rozwojowej tego okresu. W tym stanie rzeczy niezwykle cennym źródłem do poznania historii państwowości polskiej okazały się źródła archeologiczne, dzięki którym poważnie wzbogaciła się nasza wiedza o początkach Państwa Polskiego, życia gospodarczego i kultury materialnej jego mieszkańców.

Grody Czerwieńskie na ziemiach polski

W X-XIIw. istniała na ziemiach Polski wielka ilość grodów, o które opierała się w początkach wczesnego średniowiecza administracja. Były one wykładnikiem siły politycznej poszczególnych plemion. Kiedy powstała władza książęca grody były własnością księcia i główną podstawą jego władzy. Stanowiły grody ośrodek władzy, pełniły funkcję aparatu państwowego, broniły ziemi, granic i przepraw na szlakach komunikacyjnych
  Archeologowie bardzo cieszą się, gdy badane przez nich stanowisko wzmiankowane jest przez źródła pisane. Konfrontacja źródeł pisanych i archeologicznych przynosi zazwyczaj wielki pożytek nauce.
Z niemałym zadowoleniem zapoznała się Wartołowska z pracą Anny Kutrzebianki – „Sąsiadka, gród z polsko-ruskiego pogranicza”, w której to autorka zreasumowała interpretację różnych uczonych odnośnie, występującego w latopisach ruskich, grodu Sutiejska i zebrała materiały lingwistyczne, topograficzne, kronikarskie, świadczące o słuszności lokalizacji grodu Sutiejska na grodzisku w Sąsiadce.
     W sprawie tej wypowiadali się uczeni polscy i rosyjscy. Nazwa Sąsiadka występuje po raz pierwszy na mapie dawnej Polski Chrzanowskiego w 1856r. W rękopisie Biblioteki Ordynacji Zamojskiej wymieniona jest w 1430r. wieś ” Sąciażka”.
   Księgi poborowe z 1564r. podają wieś – Sącziaska, Sączieska, stąd też niektórzy uczeni uznali ją za wieś zaginioną. Dopiero Stanisław Cercha ” Sączieskę” z rejestru poborowego zidentyfikował z Sąsiadką, ale nie uznał jej za miejscowość, w której można by lokalizować gród Sutiejsk wzmiankowany w latopisach ruskich. Potem na mapach w różnych wydawnictwach, u miejscowej ludności występuje dzisiejsza Sąsiadka jako jako – Sąciażka, Sączieska, Sąsiadka-Sąciaszka, Sąciaska, Somciaska, Siemciaska,Sontaska i Sonczaska. Analiza językowa wykazała, że słowo „so^teska” albo „sóteska” to prasłowiańskie „sóteska” i znaczy w języku słowiańskim – wąwóz, droga w wąwozie, a „sąciask” tłumaczyć należy jako – cieśnina, przesmyk.
    Wyniki dociekań językoznawców znalazły pełne potwierdzenie w położeniu topograficznym grodziska we wsi Sąsiadka, które leży u nasady wąskiego półwyspu ciągnącego w poprzek szerokiej doliny rzeki Por i tworzącego najdogodniejsze w okolicy przejście przez bagniste łąki.
CEZAR DWERNICKI
Zdjęcia pochodzą z Archiwum Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego
                                            
Informację zebrała: M. Bukowska – zachowano oryginalną pisownię, brak danych wskazujących na pochodzenie  i czas powstania tego artykułu.